Dzień dobry :)
Na imię mi Kasia.
Miejsce do którego trafiłeś, drogi Czytelniku, to blog dotyczący mojego życia w Helsinkach.
W tej chwili de facto jestem jeszcze na dobre w Polsce, w ciepłym i bezpiecznym domku moich rodziców, ale wkrótce wyruszę w nieznane. Na północ. Zimną i daleką Północ. Jupi! :P
Dlaczego Helsinki? To pytanie towarzyszy mi odkąd zaczęłam głośno mówić na temat możliwości wyjazdu. Powód nie jest szczególnie wyszukany. Nie będę się chwalić, że interesuje mnie kultura fińska, że się pasjonuję Skandynawią. Nikt z mojej rodziny nie jest w najdrobniejszej części Finem (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), nie mam tam nawet żadnych znajomych. Ale ani jeden z tych braków nie umniejszył mojej miłości do Finlandii, która zrodziła się, gdy miałam jakieś 15 lat wraz z pojawieniem się na europejskiej scenie muzycznej fińskiego zespołu..... uwaga, uwaga..... HIM.
Pozwolisz, że nie wrzucę Ci, drogi Czytelniku, linka na wikipedię, zapewniam Cię - nie warto ;) Jednakowoż, skoro już poruszyłam ten temat, należy wspomnieć kilka słów o zespole, który odbił takie piętno na mej osobistej historii.
HIM (czyli His Infernal Majesty) to zespół złożony z piątki Finów, którzy grają coś, co się potocznie nazywa love metalem, a w rzeczywistości jest taką lekką rockową muzyczką z melancholijnymi liniami melodycznymi. Początki HIMa były dość mroczne i w tym tkwił jego urok, potem dotknęła ich choroba świata muzycznego - tzw. komercjalizacja. Szczerze, to nawet nie wiem, czy zespół wciąż istnieje. Ale obiecuję, że sprawdzę to!!! Poniżej kilka linków dla chcących się przekonać, co to za cholerstwo wbiło się w łeb 15-latce tak, że aż 9 lat później wywiewa ją w środku zimy prawie że pod biegun ;)
http://www.youtube.com/watch?v=-SQGJ0rfIEk
http://www.youtube.com/watch?v=rsBHo8LVM3I
http://www.youtube.com/watch?v=SCuYSgQD6GM&feature=fvst
No i tak to w sumie było. Prozaicznie. Spodobała mi się kapela, potem inne made in Finland. Gdzieś pojawiło się marzenie, by pojechać, zobaczyć, posprawdzać te miejsca, o których się czytało, a które gdzieś tam są... Przez pół roku lizałam nawet język fiński...
Potem minęło duuuuuuużo lat :) Na studiach - wiadomo - wszyscy, którzy mogą, jeżdżą na Erazmusa. Ja miałam inne, ważniejsze rzeczy. Człowiek jednak nie świnia - się uczy, zatem w przeciągu paru lat pojęłam wreszcie, co tak naprawdę jest w życiu ważne. No i jeszcze coś - że ALK może dać mi de facto jedno - Erazmusa. A jak Erazmus to...
A zatem za dwa tygodnie będę już w drodze. Do Helsinek.
Dla rządnych wiedzy:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Finlandia
finlandia.pl
terve.pl
Foty będą, jak sama zrobię :)
Trochę praktycznego info - do Helsinek lecę samolotem linii Air Baltic z przesiadką w Rydze. Jeśli mi nie zginie bagaż (jak mnie straszyły koleżanki z pracy), opcja jest niezła - w jedną stronę to około 350 zł (plus opłata 20 euro za bagaż, 8 kg podręcznego bez opłat). Rezerwowałam z około 2 miesięcznym wyprzedzeniem. Opcji pociągów to raczej nie ma, bo z tego, co się orientowałam Litwa, Estonia i Łotwa bardzo kiepsko stoją z koleją. Autobusów bezpośrednich z Warszawy nie sprawdzałam ze względu na porę roku - zimą głupio tak długo jechać autobusem.
To byłoby tyle. Następny post - mam nadzieję - już z Helsów :) Niech moc będzie w Wami - ale tylko ta pozytywna ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz