Moi! Jako że miałam ostatnio jakieś przerwy w pisaniu, postanowiłam nadrobić zaległości, póki mam wenę. Powinnam się teraz dokształcać robiąc assigmenty do szkoły, ale nie jest to jakieś mega pilne, więc odkładam. W końcu szkoła nie zając, nie ucieknie. Zresztą żyję tu trochę w poczuciu, że jakby co, to i tak już jestem mgr, zawód kiepski i właściwie żaden, ale mam, więc mogę sobie kosztować fińskiego życia. Choć z drugiej strony odkryłam, że moją niechęć do nauki budzić musiała praca, bo tu nie pracuję i chce mi się uczyć. Co prawda - wiadomo, wszystko jest nowe, więc ciekawe, ale nie rzygam na widok książek, jak w Polsce, czego się w sumie obawiałam. Co i tak nie zmienia faktu, że wielbię moją pracę :) /i piszę to nie dlatego, że wśród moich czytelników są moi współpracownicy :P/Dobra, starczy tych przynudnych zwierzeń. Wrzucam Wam jeszcze parę zdjęć ze szlajania się helsińskiego. Fotę obok zrobił Jaak, Estończyk. Tak, było zimno, ale i cudownie. Nie wiem, dlaczego, ale pogoda nie jest mi tu straszna. Bardzo się bałam przyjeżdżać na północ, bo do tej pory byłam mega zmarzlakiem. Wydaje mi się jednak, że intensywne rowerowanie pobudziło moją krew do żywszego ruszania się i dzięki temu teraz nie jest mi non stop zimno. Co w Finlandii jest jednak bardzo ważne. Dlatego stawiamy, Moi Drodzy, na sporta wszelakie. Tyłki na rower i od razu życie jest jakieś takie fajniejsze, serio.

Cieszę się też bardzo, bo być może uda mi się zdobyć bicykla. Koleżanka Polka - Aga - korzysta intensywnie z serwisu coachsurfing.org. Z tego, co Aga mówi, bardzo przydatna stronka. Zawiera ogłoszenia wszelakie /głównie z myślą o podróżnikach/, Aga np. mówiła mi o możliwości kupienia roweru za grosze. Tak że polecam. Sama jeszcze nie sprawdzałam, ale zapewne zacznę korzystać z tego serwisu, jeśli rzeczywiście jest taki super, to pewnie nie raz i nie dwa jeszcze Wam o nim wspomnę.
Podczas dzisiejszego posiedzenia blogowego, wcinam sobie salmiakkową czekoladę. Wreszcie postanowiłam spróbować, bo szczerze, to mi nie bardzo pasował smak salmiakków do czekolady. Ale muszę Wam przyznać, że efekt takiego miksa jest przepychotowy! Mniam, mniam... Cieszę się, że chociaż salmiakki mi zaczęły tak smakować, bo oczywiście resztę jedzenia nadal ledwie przeżuwam. Ale póki mam kasę, nadrabiam słodyczami... ;)
Chciałam Wam też powiedzieć, byście, jeśli ktoś jest zainteresowany przylotem do Helsinek, sprawdzali sobie regularnie połączenia. Czasem można znaleźć naprawdę super okazje. Jakiś czas temu na przykład znalazłam mojej przyjaciółce lot LOTem za około 350 zł w obie strony. Oczywiście terminy promocji były dość ściśle określone, ale akurat jej bardzo odpowiadały. LOT leci bezpośrednio do Helsinek, więc odpadają transfery. Polecam! :) Naprawdę warto poczuć Helsy osobiście.

Zdjęcie na koniec dzisiejszego wpisu to znów morze :) I piękny, niesamowity lód. Gdzieniegdzie można dostrzec wrony siedzące na krach lodu :)
Jeszcze małe info dla studentów. W Finlandii poruszanie się pociągami jest ogólnie dość drogie, ale studenci uprawnieni są do zniżek. Aby uzyskać zniżkę w VR, czyli w fińskich kolejach, należy złożyć specjalne podanie wypełnione przez koordynatora ze szkoły (do pobrania w punktach VR na stacji, moja szkoła zrobiła to za mnie). Z podaniem dajemy zdjęcie, 8 euro i pokazujemy dowodzik. Pani wyrabia kartę i taka karta upoważnia do 50% zniżki podczas korzystania z pociągów. Wiem, że w niektórych szkołach wymagane jest wyrobienie legitymacji, za co się płaci (np. Agata na Aalto zapłaciła 50 euro!!). Taka legitymacja też upoważnia do korzystania z kolei ze zniżką. Jednak póki co nie widzę innych powodów do wyrabiania sobie tak drogiej legitymacji (w mojej szkole to koszt rzędu 20 euro).
No to trzymajcie się i piszcie, co u Was! Buziaki!


















