Cześć :) Blog przymarł śmiercią naturalną... Druga połowa pobytu jest istnym szaleństwem, walką z czasem, ciśnięciem assigmentów, towarzyskim się udzielaniem, podróżowaniem, ale niestety też rezygnowaniem z wielu rzeczy, bo przecież wszystkiego nie da się zrobić... Stąd moja nieobecność, bo jednak spędzanie czasu dla przyjemności przed komputerem zostało zepchnięte na daleką pozycję na mojej liście priorytetów.
Cofam się dzisiaj trochę w przeszłość i pokazuję Wam zdjęcia z kwietnia, jeszcze z pobytu Marty. Miałyśmy okazję powłóczyć się trochę po Helsinkach, choć wraz z wieloma moimi znajomymi zgodnie twierdzimy, że Helsinki nie są miastem dobrym do odwiedzania, lecz doskonałym do życia. Spójrzcie na foty: zieleń, jeziora, drzewa, pagórki, spokój... Za takimi Helsinkami będę całe życie tęsknić, do takich Helsinek chcę wracać, bądź nawet wrócić, kto wie...
Dla tych, którzy przyjadą do Helsinek - jest kilka punktów, które tworzą klimat tego miasta... Sobór Uspieński na wyspie Katajanokka, który widać z wybrzeża, gdzie wsiadamy na promy do Tallina, Petersburga, czy stateczek na Suomenlinnę. Tuomiokirkko - wielka, biała, luterańska katedra, górująca nad Helsinkami, gdzie co dzień przesiadują Finowie i turyści na ogromnych schodach. Suomenlinna z jej ruinami fortecy i Seurasaari z jej wiewiórkami (oba miejsca to wyspy, na Suomenlinnę dostaniecie się statkiem za darmo z kartą miejską, tramwaj 3T z centrum; na Seurasaari można dojść mostem bądź zimą po morzu). Rautatienasema, czyli Dworzec Główny, piękna budowla, niesamowity klimat, strategiczne miejsce spotkań i serce Helsinek. Mannerheimintie - główna ulica Helsinek, tu życie toczy się 24 godziny na dobę. Kamppi, czyli nowe centrum miasta, i jego sklepy, pubu, cluby... Park Sibelliusa wraz z rzeźbą przedstawiającą muzykę. Ogromny i piękny cmentarz Hietaniemi i plaża Hietaniemi, gdzie zachody słońca wiosną oszałamiają... Nie wiem, czy w kilka dni da się poczuć ten klimat. Dla mnie jest on najlepszy, jakiego do tej pory zasmakowałam.
Inne miejsca, za którymi będę tęsknić, to oczywiście Pasila i Kannelmäki. Pasila - tam znajduje się Haaga-Helia, która głupią szkołą jest, ale mimo wszystko przysporzyła mi wiele radości. Po samej Pasili fajnie się powłóczyć, jest mniej reprezentatywna niż "dół" Helsinek, ale warto zobaczyć odrobinę "normalniejsze" Helsinki. Kannelmäki z kolei to jedno z najlepszych miejsc, w jakich mieszkałam. 15 minut pociągiem od centrum, otoczone lasami, parkami i skałkami. Cicho i przytulnie. Przed blokiem ludzie robią grille bądź pikniki.
Ależ żem się rozczuliła! :) Na zakończenie wywodów mych: w połowie kwietnia dostałam od moich cudownych rodziców paczkę z polskim jedzeniem: bogosik, leczo, dżemiki, zupki, Kubusie, kabanoski (których nie jem, bowiem moje sumienie się znów o semi-wegetarianizm doprasza)... Dziękuję raz jeszcze! Mała porada dla przybywających do Helsinek (tudzież tu przebywających): słuchajcie, poczta jest rzeczą zajebiście drogą. Szaleństwo jest cokolwiek przesyłać, ale oczywiście - czasem jak mus, to mus. Jednak dobrym pomysłem był pomysł mojego taty. Wynalazł on pana, który jeździ tirem do Helsinek z Polszy, paczka dotarła zatem do mnie za darmo.
Buziaki i wkrótce będzie więcej :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz