
Pokazuję Wam rower :) Roweru brakowało mi tu strasznie. Początkowo były plany zakupu używaka, ale nawet ceny używanego bicykla przerastały moje możliwości. Wpadałam więc na genialny pomysł poproszenia kogoś na Couchu o pożyczenie roweru na weekend :) Ludzie są tam bardzo pomocni i tak oto śmigałam męską kolarzówą z zepsutymi hamulcami przez trzy dni, z nosa mi kapało, w gardle drapało... Ale dzielnie korzystałam! ;)
Wiosną bardzo popularne jest robienie pikników na Suomenlinnie i Seurasaari. My też się wybraliśmy raz. Przygotujcie się jednak na to, że na Suomenlinnie nie rozpalicie grilla (bo nie wolno). Inna istotna sprawa to to, że tam jest niesamowicie wietrznie nieustannie. Wiatr jest przeszywający i bardzo zimny, dlatego warto pomyśleć o czymś cieplejszym. Aczkolwiek z moich obserwacji nie wszystkim wiatr przeszkadza (patrz: Nicolas na zdjęciu poniżej :D).W pewnym momencie mojego pobytu w Helsinkach normą stało się, że w niedzielę wieczorem idziemy do Tigera. Agata chodziła praktycznie od samego początku, ja się dałam namówić jakoś w kwietniu po raz pierwszy, bowiem Tiger to chamska dyskoteka, ale zdobyła serca erazmusów tym, że można tam zakupić piwo/cidera za 1 euro (dla porównania standardowe ceny to 3-6 euro). Okazało się, że aż tak chamsko to nie jest, ponadto co tydzień można było spotkać wielu znajomych, więc Tiger stał się punktem obowiązkowym w naszym tygodniowym rozkładzie jazdy. Myk był taki, że trzeba było zakupić piwo/cidera do 23:00, dostawało się niebieski kubek, który potem napełniało się za 1 euro. Wejście do 00:00 bezpłatne. Oczywiście ludzie szybko wpadli na genialny plan, by kubki wynosić, wówczas nie musieliśmy przychodzić przed 23:00, a i tak mieliście dojście do wodopoju za 1 euro (a nie za 7 - bez kubka :/). Jednakowoż ostatni Tiger zaowocował przypałem. Nikt mi nie powiedział, że niebieskie kubki są stopniowo wycofywane na rzecz przeźroczystych i gdy ostatnio poszłam do babki z trzeba niebieskimi kubkami i hasłem "three ciders, please!", ona rzuciła kubkami o zlew i oskarżyła
mnie o kradzież. Powiedziałam, że to nie moje, lecz znajomych, a Aga&Agata cieszyły się, że to na mnie padło, bo one by spłonęły, a ja udałam głupka :P Ale generalnie polecamy Tigera :)Maj to również czas pożegnań i powitań... Joana (Portugalka) zaczęła emocjonalny zjazd kończąc praktyki i wyjeżdżając już na początku maja. Z drugiej strony stale pojawiały się nowe osoby. Zaprzyjaźniłam się bardzo z Nicolą (Francuz). Nicolas jest pięć lat młodszy ode mnie i naprawdę w pewnej chwili zaczęłam go traktować jak mojego małego braciszka (szczególnie podczas pobytu w Petersburgu, o czym będzie wkrótce). Na samym początku maja pojawił się też Marco, najfajniejszy, najśmieszniejszy i najprzystojniejszy Włoch, jakiego znam. Spędziłam z nim wiele majowych chwil śmiejąc się lub kłócąc zażarcie o Boga. Potem, tuż po zakończeniu szkoły wyjechał Christoph. Walczył dzielnie o przebukowanie biletu, ale nie udało się. Nie było go na Polish Farewell Party, już wtedy odczułam jego brak. A ostatniej niedzieli w Tigerze stwierdziłam, że Tiger bez Chrisa to nie ten sam Tiger...
Maj jest pełen fruwających wszędzie emocji. Ambiwalencja niesamowita... Z jednej strony wymęczonam tym Erazmusem strasznie, tęsknię do moich przyjaciół i normalności, normę imprezową wyrobiłam chyba na co najmniej kolejne pięć lat... Z drugiej strony chętnie zabrałabym do Warszawy Agę, Marco, Christopha, Jorge, Nicolę, Ingrid, Ecem i może nawet parę innych osób też :)
Dziś jest mój ostatni wieczór w Helsinkach. Jutro o 8:30 wylatuję do Rygi, potem przesiadam się w samolot do Warszawy.
11.01. - 31.05.2011 Aga, wiem, że prychniesz, ale niestety, powiem jak obciachowo przeciętny Erazmus - w moim życiu to też był najzajebistszy czas :) Przynajmniej póki co ;)
UPDATE: Kolejny powód, by polecać wspaniałe linie AirBaltic - 6 kilo nadbagażu, 0 zł opłat dodatkowych :)
OdpowiedzUsuń