Moi!Na dziś mam tematy bardziej przyziemne :) Nie będzie o wycieczkach, zwiedzaniu ani imprezowniach. Będzie o codzienności :P Czyli drobiazgi i głupoty wszelakie made in Finland.
Na dobry początek zajrzyjmy do łazienki. Szczegółowiej interesuje nas prysznic. Przyjrzyjcie się zdjęciu od góry. W Finlandii nie widziałam jeszcze prysznica, gdzie byłby brodzik. Tu nie używa się brodzików w ogóle. Podłoga jest tak zbudowana, że woda spływa do otworu odpływowego.
Że się pryska, mówicie? A i owszem, trudno w takiej łazience wziąć prysznic tak, by nie nachlapać na całej podłodze. Ale i z tym Finowie sobie świetnie radzą. Mianowicie każda łazienka wyposażona jest w specjalne urządzenie. Nie mam zielonego pojęcia, jak to się nazywa, nie mam nawet pomysłu na przybliżoną nazwę, więc nie mogę za bardzo wygooglować, a zapomniałam zrobić zdjęcia, ale generalnie narzędzie ma podłużną, długą rączkę do trzymania, a na dole, prostopadle do rączki, podłużne metalowe/plastikowe coś, co jest zakończone gumą. Jak się przejeżdża tym po podłodze, to guma sprawnie zbiera całą wodę :) I gotowe!
Ok, to tyle w temacie łazienki. Przejdźmy do drzwi. Zainspirowana ostatnią przygodą Agnieszki (pamiętacie? poznawanie Ronana po tym, jak na 9 godzin zamknęła klucz w mieszkaniu), postanowiłam Wam pokazać magiczne fińskie drzwi akademikowe. Na drugim zdjęciu od góry widzicie wewnętrzną stronę drzwi - klamka służy tylko do trzymania, nie przekręca się :) Trzecie zdjęcie od góry przedstawia nasz zajebisty dzwonek. Zauważcie, że znajduje się on na środku drzwi, a nie na ścianie :P
Dalej mamy zdjęcie przedstawiające dziurę na listy. Też w drzwiach. I zawsze prawie dostaję zawału, jak wrzucają nam coś przez tę dziurę :/ Nawet mamy napis głoszący "Ei mainoksia, kiitos", co ma oznaczać, że nie życzymy sobie ulotek :P Tak, co bym jednak nie zeszła któregoś dnia ;) Ostatnie zdjęcie przedstawia drzwi wejściowe z zewnątrz. Jak możecie zauważyć, nie mamy w nich klamki :P No myk jest niezły: generalnie trzeba włożyć klucz do zamka i pociagnac. Jak widzicie nawet nie ma co próbować otwierać tych drzwi bez klucza :P

Ok, mamy godzinę 19:00, powinnam być teraz na promie do Petersburga. Niestety Północ charakteryzuje się tym, że jest tu dosyć zimno, więc morze zamarza, a co za tym idzie, czasem zamarza tak, że nie da się płynąć statkiem. No i wycieczkę nam anulowali. Ale w sumie stwierdzam, że dobrze - nauka :( BTW, z Helsinek do Petersburga jest blisko, znacznie łatwiej się tam dostać niż z Polszy. Dlatego warto wybrać się na taką wycieczkę. Tylko myk jest taki, że bez wizy można popłynąć promem na maksymalnie 72 godziny. Na dłużej, czy też innym środkiem komunikacji - you need visa. Co się wiąże oczywiście z załatwianiem i kosztami. Ludzie mi różne ceny podawali, ale śmiem twierdzić, że to kwota około 40 euro. No nic, Petersburg przekładam na maj. Dlaczego tak późno, to się dowiecie wkrótce z tego bloga ;)
Z innych codziennych spraw, to się strasznie wkręciłam w mleko sojowe. Że Finowie ciągle żłopią mleko, to już mówiłam. W Polsce chyba nigdy wcześniej nie piłam mleka sojowego, tu spróbowałam - wyborne! Słodkie /czyli coś, co tygryski lubią najbardziej ;)/, w sam raz na popitkę po obiadku, coś w stylu deserku :P
Inny aspekt codzienności - przekleństwa :) Pamiętacie, jak Wam mówiłam o Prkl klubie? No to właśnie... Finowie mówią "perkele!", co dosłownie oznacza człowieka spod ziemi, czyli diabła :) No w sumie lepszy diabeł niż cudzołożnica, nie? ;) W przekleństwach, podobnie jak Polacy, Finowie cenią sobie szczególnie głoskę "r" :)
No i jeszcze co nieco na temat "nieśmiałych" tudzież gburowatych Finów. Taki stereotyp pokutuje i nawet Finowie na to narzekają. Ale słuchajcie, zapewniam Was, że jako obcokrajowcy będziecie traktowani super przychylnie. Non stop mi się zdarza, że mnie ktoś zaczepia poza domem (i są to często osoby narodowości fińskiej). Zdarzają mi się przypadki, że ktoś do mnie pisze maila i próbuje się zapoznać - jak Ohto czy jeszcze inny Fin /mniej godny mej uwagi ;)/. Na mieście, gdy otwieramy mapę Helsinek, Finowie sami do nas podchodzą i pytają, czy potrzebujemy pomocy. Kiedy z Agą pytałyśmy pewną laskę, jak dojechać na pchli targ, inna nas usłyszała i wszczęła z nami pogawędkę, po czym odprowadziła pod sam targ (też tam szła). No i oczywiście Finowie w szkole - zawsze mili, zawsze chętnie pogadają. Zatem, naprawdę nie uważam, żeby się jakoś szczególnie wyróżniali. Szczerze, to doświadczam tu o wiele więcej pozytywnych gestów ze strony innych niż w Polsce. Dlatego też śmiem twierdzić, że zajebiście jest być obcokrajowcem :P
Miałam jeszcze temat bardzo fajnego święta, ale to innym razem, bo kserówki mnie wołają :/
Buziaki, trzymajcie się mocno, ciepło ubierajcie i w ogóle - Moi!
Czy to nie czasem wycieraczka do okien? http://www.forch.pl/product.aspx?p=25b41714-f886-4160-930b-9101b43beea9&g=69eba88c-fd9c-4fa6-8242-df0e0fef5d38
OdpowiedzUsuńTak, dziękuję, Tomaszu! Bardzo to wycieraczkę do okien przypomina, aczkolwiek jest chyba większe :)
OdpowiedzUsuńSą i większe, mają i po metr szerokości i więcej ;) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń