wtorek, 24 maja 2011

Guano, przez Tallin do Szkocji i Vappu na koniec :)

Dziś szaleję :) Dwa posty jednego dnia! Woooohoo :P Ale chilloutu trochę potrzebuję, targają mną ambiwalentne emocje okołowyjazdowe, z jednej strony tęęęsknię, z drugiej za nic nie chcę wyjeżdżać... Ciężki czas :/

Spójrzcie na dół :) W połowie kwietnia zaliczyłam w Helsinkach koncert Guano Apes. Pamiętam, jak jechałam z wypiekami na twarzy na Woodstock (i to przez Szczecin! :P) w 2009 tylko po to, by zobaczyć Guano, i z jakim rozczarowaniem drżałam z zimna pod jakimś przeciekającym zadaszeniem w oczekiwaniu na pociąg powrotny do Warszawy. Ale nie przestałam ich wielbić i gdy dowiedziałam się, że grają w Helsach, wiedziałam, że muszę być na tym koncercie. I byłam :) I był to jeden z najlepszych koncertów na jakim byłam. Trochę się nie dogadywali ze sobą na scenie, ale z publicznością bardzo :) Żywy, spontaniczny, energetyczny koncert ze składem w pełni sił :)


Pod koniec kwietnia miałyśmy z Aniecką akcję pod kryptonimem "Przez Tallin do Szkocji".

Nie wiem, jakim cudem dałam się jej namówić na 8 dni podróżowania ze spaniem na Couchu. Z tego, co pamiętam, podałam jej przedział czasowy, kiedy mogę jechać, a ona zabukowała bilety dokładnie na początek i koniec mojego przedziału :D
Wróciłyśmy wymięte, ale warto było! Do Tallina promem z Helsinek, dzień na uroczej, aczkolwiek malutkiej starówce. Oczywiście pieszo przez pół miasta, by złapać autobus na lotnisko, ale przekonałam się, że Tallin przypomina mi momentami Warszawę... Nie będę Wam polecać szczególnych linii, którymi najlepiej (czyt. najtaniej) dostać się do Tallina, bowiem my kombinowałyśmy, w jedną stronę jedną linią, w drugą - drugą. Wszystko zależy od dogodnych dla Was godzin oraz tego, czy akurat są dostępne mega promocje. Zawsze warto porównać różne linie.

Potem lot Ryanairem do Edynburga. Oczywiście kombinacje te zostały obczajone przez Agę, co by nam wyszło najtaniej. Lot z Tallina do Edyn w dwie strony wyniósł nas 40 euro na głowę, więc nie najgorzej Aga kombinuje :)
Pierwsze dwie noce w Edyn spędziłyśmy u Grześka z CS, do którego przyjechał Łuki i Marek. Było fajosko :) Swojsko i prześmiesznie :) Malowaliśmy gotowane jajka pisakami i mieliśmy tradycyjne, polskie śniadanie świąteczne :)

Potem łapałyśmy stopa do Magdy, do Aberdeen. Zaznałyśmy u niej prawdziwej, pięknej Szkocji, do której zapałałam miłością. Jedyny minus Szkocji to wilgoć przeszywająca mnie aż do szpiku kości. Było mi tam non stop zimno :/

Potem znów Edyn i CS u pięknego Francuza Samuela i geja Łotysza Valtersa. Mili chłopcy :)

Jednym słowem, wyprawa mega :) Szkocja urokliwa, choć Edynburg zbyt tłoczny dla mnie. Obawiam się jednak, że po Helsinkach stale będzie mi towarzyszyć uczucie tłoku w większych miastach. Aż się boję do Warszawy wracać...

Po Edynburgu przyjechałyśmy wprost na Vappu. W planach było zostawienie plecaków i ruszenie na miasto. W akademiku u Agi na Kamppi przed windą spotkałyśmy ekipę Agata-Włosi, największych pijaków erazmusowych :P

Mimo wszystko jednak nikt nie przebije Finów :) Vappu to szaleństwo, o 2:00 w nocy na ulicach dzikie tłumy. Generalnie zamysł jest podobny do naszych juwenaliów, jednak tutaj Vappu obchodzi się w centrum miasta, kluby są napchane, większość przebrana jest albo w kombinezony szkół, albo w inne, mniej lub bardziej dziwne stroje (patrz Aga walcząca z sumo).

Myślałam, że Vappu to coś dzikiego, ale gdy pamiętnego 15.05 Finlandia wygrała ze Szwecją w ice hockeya, wówczas ujrzałam istne szaleństwo. Wracaliśmy o drugiej AM z Tigera, nie byliśmy w stanie dojechać na Kannelmäki ani pociągiem, ani taksówką, ani nijak. Na szczęście Aniecka się zlitowała, bo Czajna wyjechała do Kopenhagi, i przenocowała dwie Polki i Italiano :)

Zresztą, sami sobie obejrzyjcie, co się działo :) Poniżej:

4 komentarze:

  1. Wooo hoo! Nie próżnujesz :)

    ...a Guano w strugach deszczu było mega :P
    http://dl.dropbox.com/u/11033400/IMG_0277.JPG
    ...a za tydzień są na juwe w waw :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem i się zapowiada, że będę na tym koncercie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Hei Kasia.
    Błądząc gdzieś po Internecie wpadłam na Twojego bloga. Strasznie żałuję, że dopiero teraz i nie mogłam być na bardziej bieżąco (ale szybko nadrobiłam wszyystkie wpisy), ale i tak blog jest znakomity. Pozwoliłam sobie napisać, bo to takie wspaniałe, że udało Ci się być w Helskinach tak długo (i nie ma tu żadnej ironii, ani cynizmu, ani niczego takiego:)).
    Pozdrów ode mnie Finlandię :) Moikka!
    P.S. Fińskiego wirusa też mam przez HIMa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej Ola! Ciesze sie, ze Ci sie tu spodobalo :) Ja z kolei strasznie zaluje, ze to juz koniec... Za 4 dni wracam do Warszawy. Mam nadzieje, ze uda Ci sie kiedys przyjechac do Helsinek i na wlasne oczy odkryc, jak jest tu fajnie! :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń