Witam moich drogich Czytelników :)Dziś mamy wieczór pod hasłem "Stockholm trip". Dzięki mojej cudownie obrotnej koleżance Adze, udało nam się dostać cztery darmowe vouchery na wycieczkę do Sztokholmu.
Warto znać tę opcję. Jeśli dysponuje się wolnym weekendem, ale z drugiej strony niewielkimi funduszami, można się wybrać na krótką wycieczkę do Sztokholmu. Cena w dwie strony, Helsinki - Sztokholm - Helsinki, to - jak mi mówi internet - 40 euro. My nie płaciłyśmy, ale o tym później. Pomysł na wycieczkę polega na tym, że się wsiada do wypasionego promu VikingLines (na ten przykład, bo są również inne linie), o godzinie 17:30 statek wyrusza. Noc spędzamy na statku, jest to 16 godzin, ale to złudzenie, że jest to dużo, bo prom oferuje tyle atrakcji, że aż ze wszystkim zdążyć nie można ;)
Przykłady? Party z tańcami, drinkami i palemkami. Oczywiście w kabinie mamy kuponiki zniżkowe na driny, co nam daje 4,5 za sztukę. Naturalnie Polek nie stać na takie rozkosze, więc się obeszły smakiem i skorzystały z innej atrakcji, jaką jest sklep bezcłowy, gdzie zakupiły piwo. Faktycznie nieco taniej niż w sklepie w Helsach, ale okazało się się, że nie można pić w kajutach, a już szczególnie alkoholu zakupionego na pokładzie w bezcłówce, więc właściwie obeszłyśmy się smakiem (no, troszkę wypiłyśmy). Innych zakupów za bardzo poczynić nie mogłyśmy, bo sklep bezcłowy okazał się bezczelnie drogi. Ale zrobiłam zapas kolki, też była trochę tańsza :)Z innych rozrywek mamy do dyspozycji mini kasyno i pub, a także... uwaga, uwaga... basen i saunę. Basen mnie jakoś szczególnie nie poruszył, nie jest to moja ulubiona forma rozrywki, ale sauna, czemu nie? No, jednak nie, a powód jest dość oczywisty - cena. 6 euro za 1,5 godziny. Tylko że ja jeszcze nie umiem wytrwać w saunie 1,5 godziny :P Może Wam się wydawać - 6 euro, co to jest? Tylko 24 zł. To wyobraźcie sobie, że tyle płacę za chleb, mleko i trzy banany :P Ta kże sauny na shipie też nie było.
Ale i tak Wam polecam :) Można potańczyć salsę (lub popatrzeć, jak tańczą profesjonaliści), popatrzeć na przeróżnych freaków, fajnie jest :)W kabinach są cztery łóżka i moje kochane koleżanki pozwoliły mi spać na górze (bo łóżka są piętrowe). Są też łazienki, serio. Z sedesem, prysznicem, umywalką i bieżącą wodą, a także płynami, mydłami, ręcznikami itp. Full wypas.
Rano koło 9:30 przybywa się do Sztokholmu. Prom w drogę powrotną odpływa o 17:30, więc mamy parę godzin na spacerek. Oczywiście, kto był w Sztokholmie, ten wie, że 8 godzin to jest nic. Trzeba by tu posiedzieć co najmniej ze trzy dni, żeby poczuć miasto. Sztokholm jest piękny i już myślę o powrocie tam.
Jak widzicie na zdjęciach, pogoda znów nam dopisała, słońce pięknie świeciło. Temperatura dość niska -10C, ale nie było tak strasznie. Nie będę pisać o Sztokholmie, bo to blog o Finlandii, powiem tylko, że te 8 godzin wystarczy, by połazić po Gamla Stan, gdzie znajduje się praktycznie całe stare miasto. A tam roi się od trolli, łosi, reniferów, kolorowych koni i innych szwedzkich cudów :)
A teraz opowiem Wam naszą przygodę :) Postanowiłyśmy się wybrać na pokład, żeby zobaczyć morze nocą. Stwierdziłyśmy, że skoro już idziemy, to trzeba szaleć i wybrałyśmy się na samą górę. Na całym piętrze ani żywej duszy, ale otworzyłyśmy drzwi i śmiało ruszyłyśmy na pokład. Połaziłyśmy, Kasia porobiła zdjęcia, pośmiałyśmy się i stwierdziłyśmy, że zamarzamy, więc wracamy. Niestety spotkała nas niespodzianka - drzwi nie dało się otworzyć z zewnątrz. Oczywiście była kartka z informacją o tym, ale nikt nie raczył czytać ostrzeżeń. I nigdzie ani żywej duszy. No to sobie wyobraźcie - mega mróz, noc, morze, nie ma jak się wydostać, żadnych ludzi, żadnego numeru, pod który można by zadzwonić... Ale na szczęście pojawił się anioł - pan z obsługi :) Tak że przygoda zakończyła się pozytywnie, jestem tu teraz z Wami :PJeszcze parę słów o CouchSurfing.org. Naprawdę polecam. Wycieczka nic nas nie kosztowała, Aga wyczaiła na CS gościa, który miał vouchery do rozdania. Będziemy polować dalej :)
A tymczasem idę spać i napiszę wkrótce :) Pozdrawiam!!!
PS. Aga jest w Helsinkach dość przypadkiem (typ, co kocha hiszpańskie klimaty) i często zdarza jej się marudzić. Opowiadała nam np. o swoich pierwszych znajomych, których poznała po przyjeździe i których imiona według niej nie wróżą jej niczego dobrego na czas pobytu w Helsinkach - Rosjanka Inna oraz Wietnamczyk Tuman. Paskudnie się z tym czuję, ale do tej pory nie mogę przestać się śmiać :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz