Cześć Wam wszystkim! :)Wczorajszy wieczór i dzisiejszy dzień upłynął mi pod hasłem Poets of the Fall. Cóż to takiego, zapytacie. Poets of the Fall to przezajebisty, oczywiście fiński zespół, który pokazał mi mój ulubiony kolega Jorge mający jeszcze większego fioła na punkcie fińskiej muzyki niż ja niegdyś. Zapodaję Wam dwa linki. Posłuchajcie koniecznie, warto!
http://www.youtube.com/watch?v=udyvXkANsyA
http://www.youtube.com/watch?v=7tA2d4DWdGw
A już 18.03 idziemy na koncert chłopaków do Tavastii :) Jupi!Dzisiejsze zdjęcia to zdjęcia Oslo :) Jako że już siedzę sobie w tej Skandynawii, to stwierdziłam, że wypadałoby poobczajać również inne skandynawskie kraje. Oczywiście jak zwykle marzy mi się nieosiągalne - Islandia (póki co, bo kto wie), ale postanowiłam nie dać za wygraną i odhaczyć przynajmniej dwie skandynawskie stolice. I tak niedawno był Sztokholm, początek zaś tego tygodnia spędziliśmy z Jorge w Oslo podziwiając trolle, łosie, śnieg i dziwne rzeźby w Sculpture Parku.

Niestety tym razem zdjęcia są kiepskie (a przynajmniej w moim odczuciu poprzednie były ciekawsze). Po pierwsze Oslo okazało się bardzo przeciętnym miejscem na ziemi, po drugie kiepsko się czułam i nie miałam zapału do robienia zdjęć. Co więcej, towarzyszył mi fotograf, więc stwierdziłam, że tym razem odpuszczę sobie rolę tej, co biega z aparatem za innymi, i przekażę pałeczkę zdolniejszemu osobnikowi.
Parę rzeczy godnych zobaczenia w Oslo... Ten, wspomniany już przeze mnie, Sculpture Park. Jest to park pełen przedziwnych rzeźb postaci ludzkich, a dzieła wieńczy ogromny pomnik z wielu powykręcanych ciał znajdujący się na szczycie wzgórza. Fotę wrzuciłam na FB, zresztą możecie sobie wygooglować, bo podejrzewam, że to jedna z "większych" rzeczy w Oslo. W Oslo mają także sporo ciekawych muzeów. My byliśmy m.in. w Muzeum Wikingów (można sobie pooglądać prawdziwie łodzie Wikingów), Centrum Holocaustu (ale musiałam siłą zaciągnąć Jorge, kolega z Wenezueli jest i to była właśnie sytuacja, gdy wychodzą na wierzch różnice pomiędzy nami - kulturowe, historyczne itp.).
Polecam też wszystkim Muzeum Muncha - widziałam "Krzyk"!!! Chociaż podobno nie zawsze się da zobaczyć, bo często jest wypożyczany. Ale i tak - prace Muncha są warte obejrzenia, a do tego wejście jest darmowe.A propos... To nie plotki - Oslo jest niesamowicie drogie. Jest najdroższym miastem na świecie i naprawdę da się to odczuć. 20 minut jazdy pociągiem z lotniska do centrum Oslo to 170 koron norweskich. W tej chwili korona stoi za 0,51 zł. Nie chcę tego liczyć, jak ktoś ma ochotę, to sobie policzcie, ja szybko odwracam wzrok od tych liczb, a myślami wracam do mych licznych przygód! :P

No bo... Kasia by nie była Kasią, gdyby przygód nie miała, prawda? :) Dojechaliśmy z Jorge do hostelu, godzina grubo po 23:00, stoimy sobie ładnie w kolejeczce, bo jacyś ludzie byli przed nami. W pewnej chwili naszła mnie refleksja... Aga zgrywała się z nas praktycznie do samego wyjazdu, że będziemy na lotnisku albo na stacji spać, bo szukałam noclegu z CS i w końcu nic nie znalazłam. Coś mnie tknęło i mówię do J. "Ale będzie czad, jak będziemy dziś na stacji spać...". On oczywiście, że kraczę i żebym zamilkła. No więc milczałam, ale gdy pan na recepcji powiedział nam, że nie ma naszej rezerwacji, nie mogłam nie wybuchnąć śmiechem! Na szczęście mieliśmy potwierdzenie wydrukowane. Przygoda zakończyła się nad wyraz dobrze. Zamiast dwójki dostaliśmy ósemkę, w której mieszkaliśmy sami. A w ramach rekompensaty (tylko za co? chyba za 15 minut stresu) - ręczniki i pościel free of charge :) Mają też darmowy net, gdyby ktoś był zainteresowany. A nazywają się Ankar Hostel. Podsumowując, nawet polecam, hostel stosunkowo tani, jeśli mówimy o cenach norweskich, warunki niezgorsze, ale jak będziecie bookować przez net, to zadzwońcie/napiszcie celem potwierdzenia, bo jak dostaniecie automatyczne potwierdzenie na maila, to jak widać, nic nie znaczy... :)
Inna ciekawa rzecz, to że w Oslo dużo Polonii :) Kilka razy słyszałam Polaków, na szczęście nie musiałam się wstydzić... I, co jest dla mnie niesamowicie ciekawe, w norweskim jest wiele słów brzmiących podobnie do polskich, np. frozjer (o jest przekreślone, domyślamy się, że to coś pomiędzy 'a' a 'e', jak ktoś wie, to dajcie znać!), co oczywiście znaczy fryzjer.
A propos znaczenia słów, to jeszcze jedna zabawna rzecz :) 'Dziękuję' po szwedzku to 'tack', po norwesku 'takk'. Oba słowa wymawiamy jak nasze polskie 'Tak'. Zabawne było dla mnie ciągle słuchać potwierdzeń tam, gdzie spodziewałabym się podziękowań ;)
Niedługo mi się party na chacie zaczyna, więc pójdę już. Papier nam się kończy, więc M. postanowiła zrobić imprezę :D (to żart taki ironiczny miał być, po imprezach zawsze jest kupa puszek, które sprzedajemy, ostatnio za tę kasę kupiłyśmy papier, o który był mały konflikt zapoczątkowany przez M.; Jenny się śmiała, że M. powiedziała kiedyś, że celem zdobycia kasy z puszek będzie robić częściej imprezy). Dobra, zagmatwałam chyba trochę :D Idę. Buziaki!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz