Mam postanowienie na dziś: ogarnąć się. Ostatnio imprezujemy zdecydowanie zbyt intensywnie, tym bardziej że koniec pierwszego okresu za pasem, co się niestety wiąże z egzaminami. Na szczęście wiele ich nie będzie. A tuż przed jadę do Petersburga, więc piszę tego posta, a potem zabieram się ostro do pracy!
No właśnie o imprezach chciałam Wam trochę opowiedzieć. Siedzę tu już dwa miesiące (prawie), a jeszcze nie wspominałam nic konkretniejszego na ten temat. Jak się zapewne domyślacie, trudno być Erazmusem i nie imprezować. Tym bardziej, że tutejsze kluby bardzo nam dogadzają i np. w każdą środę jest party dla exchandżów w czymś, co się nazywa Onella, a wcześniej Huuma. Inna sprawa, że miejscówka jest beznadziejna. Sam klub jako tako, mają piękne kanapy w kwiatki do posiedzenia, ale muzyka i towarzycho pozostawia wiele do życzenia.
My z Agą zdecydowałyśmy w piątek, że dołączymy do Agi kumpla, Ronana, bardzo sympatycznego dreadowatego chłopca z Nowej Zelandii. Gościu podróżował trzy lata po Europie, trochę pracował tu i tam, poznawał ludzi ipt. Aga poznała Ronana, gdy zatrzymał się u jej sąsiadki. Sąsiadka przyszła pożyczyć od Agi kawy, bo Romek reflektował się napić, Aga uczynnie kawę zaniosła i zamknęła klucz w pokoju. Spędziła z sąsiadką i Ronanen 9 godzin, czekając na swoją współlokatorkę, więc jakby nie było, zakumplowała się z Ronanem. No właśnie, bo Wy nie wiecie, ale w naszych akademcach jest taki myk, że nie wolno kluczy zamykać w pokoju, bo się drzwi zatrzaskują po zamknięciu. No i lipa. A otwarcie pokoju z kluczami w środku kosztuje 20 euro...
Wracając, obczajanie miejscówek i poszukiwanie Ronana zajęło nam bite dwie godziny. Koleżanka Ronana okazała się typową Finką, jedno zdanie mówiła nam przez telefon przez 5 minut. Dodatkowo nie rozumiała zdania "can you give us exact address?", nawet mimo tego, że Aga powtórzyła jej to zdanie co najmniej 20 razy, a ja jeszcze 10 :] Po drodze spotkałyśmy zalanego Fina, który twierdził, że mówimy do siebie po niemiecku. To powinno nas zaniepokoić, jednak naiwne, poprosiłyśmy go, by pogadał z Finką i wyciągnął od niej nasz upragniony exact address (bo miałyśmy mapę!). Fin, jak to Fin, gadał z Finką 10 minut, po czym był w stanie pokazać nam kierunek i kazał iść 5 minut. Do tej pory nie wiemy, o czym deliberował 10 minut. Po 5 minutach marszu wyszłyśmy z Agą na jakieś zadupie i wśród licznych pomysłów, co czynić, Aga wpadła na genialny plan: zadzwonić ponownie do Ronana! Jednakowoż w związku z długością rozmów z Finką, nie miała już nic na koncie, więc pożyczyła mój telefon. Stwierdziła, że spróbujemy zadzwonić do Ronana raz jeszcze, choć wcześniej miał ciągle zajęty telefon. Aga wystukała numer i nagle... rozlega się dźwięk jej telefonu. Patrzy na wyświetlacz, a tam "Kaśka". What the fuck - popatrzyłyśmy na siebie zdumione, po czym nie wytrzymałam, bo mnie olśniło i prawie się posikałam ze śmiechu. Aga zamiast numeru do Ronana, zapisała numer do siebie pod jego nazwiskiem, i jeszcze się dziwiła, czemu Ronan ma ciągle zajęte, jak ona do niego dzwoni!!! :D
No nic, ale w końcu trafiłyśmy :) Miejsce nazywa się Siltanen, znajduje się przy Hameentie 13B lub A, nie pamiętam, trochę za centrum, trzeba metrem podjechać. Ale warto - miejsce ekstra, weszłyśmy za darmo, piwo 4,50 (czyli standard), ciekawi ludzie, fajna muzyczka indie :)
A w sobotę zaliczyłyśmy parapetówkę u Tommiego, naszego kumpla Fina z CS (ten, co nas zabrał z Turku). Obczaiłyśmy fiński dom - suuuuuper, zupełnie inaczej zbudowany niż domy w Polszy. Tommi mieszka w swego rodzaju komunie - jest ich tam 8 razem, 5 Finów i 3 osoby spoza Finlandii. Miałyśmy więc okazję poznać nieco więcej Finów. Wszyscy są bardzo sympatyczni, ale naprawdę mega z nich sztywniaki. Stoją, patrzą, trochę gadają, sączą drinki, ale za szybko się nie upijają. W ogóle ciekawa sprawa - party zaczęło się o 18:00, dacie wiarę?
Świat jest mały - na parapetówie spotkałyśmy trójkę Francuzów exchangów z Aalto (szkoła w Espoo). Na szczęście ci Francuzi okazali się bardzo fajni i miło spędziłyśmy z nimi czas, nawet biegnąc w mrozie do ostatniego metra, bo oczywiście nikt nie chciał mnie słuchać, gdy mówiłam, żeby szybciej wyjść :P
No to pójdę już :) Się uczyć. Pozdrawiam!!!
Hej,
OdpowiedzUsuńKluby/Imprezy: http://klubitus.org/kalenteri.php
koncerty/Imprezy: http://www.tiketti.fi/
Latem tez trzeba placic za szatnie 2-2.5E, oplata klimatyczna a co ;P
Polecam wbic sie tez na imprezy domow studenkich, np.: Hamis (Hamelainen Osakunta) czy jak to sie pisze ;)
Pozdrawiam,
D.
Panie Dawidzie (?), domy studenckie odpadają, ponieważ boję się towarzystwa Francuzów, którzy dominują wśród studentów zagranicznych. A raczej obawiam się siebie podczas obcowania z Francuzami (ataki agresji, z którymi nie wiem, co robić, bowiem z natury jestem spokojną osobą). Chyba że są to domu studenckie obfite w Finów, co niewątpliwie sprawdzimy ;) I dziękuję za wskazówki :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńUpdate do tematu imprezowania :)
OdpowiedzUsuńJezeli macie wolny poniedzialek, warto sie udac w niedziele wieczorem do Tigera, znajdujacego sie w budynku Kamppi. Jest to zwykla potupaja, jesli chodzi o muzyke, jednak miejsce wyroznia sie niezmiernie atrakcyjnymi cenami. Za wejscie nie placimy nic, za szatnie 3 euro. Wazne, by przyjsc przed 23 (nawet grubo), bowiem do 23 piwo/cidera zakupimy w barze za 2 euro w niebieskim kubku (po 23, jesli nie dysponujemy magicznym kubkiem, za 7 euro w szklance). Po wypiciu, kubka tego nie nalezy oddawac/zostawiac, tylko podawac za kazdym razem w barze, wowczas placimy 1 euro za napelnienie go :)
Jak sie zapewne domyslacie, Tiger nie narzeka na brak gosci :)