wtorek, 15 marca 2011

Nocne zbieranie różności

Dobry wieczór :)

Mamy wtorkową noc, trzecią noc z rzędu w towarzystwie denerwującej mnie bezsenności. Chociaż ten post był zaplanowany na sobotę, jak zapewne zdążyliście już zauważyć, plan uległ zmianie. Piszę dziś, bo spać nie mogę, a szkoła mi bokiem wychodzi. Chociaż, muszę Wam powiedzieć, że udało mi się dziś odpowiedzieć na wszystkie pytania na egzaminie - a było ich aż trzy - więc może uda mi się zdać :) Na szczęście, mimo niedosypiania, humor mnie się trzyma, więc może jeszcze trochę pożyję ;)

Dobrze, przejdźmy do konkretów, bo przydługi wstęp wyszedł. Miałam Wam napisać o świętach, bo ktoś mnie zmaltretował - Michał czy nie Michał? Chyba Michał. Anyway. Przeżyłam tu Walentynki, ale tak niezupełnie do końca, bowiem byłam wówczas w Sztokholmie. Jednakowoż nie zauważyłam właściwie żadnych serduszek, nic mi się w oczy nie rzuciło z żadnych miłosnych dupereli, więc śmiem twierdzić, że Walentynki nie są świętem hucznie obchodzonym w Finlandii. Aczkolwiek muszę Wam powiedzieć, że trochę się teraz boję rzucać takimi tezami, bo chyba jestem czytana przez osobników dłużej tu przebywających, więc podkreślam raz jeszcze, że piszę tu ekstremalnie subiektywnie :)

Luty minął i przyszło kolejne, równie zajebiste jak Walentynki, święto, a mianowicie Dzień Kobiet. I tutaj już nieco żywiej ono przebiegło - a mianowicie widziałam dwóch, trzech panów z kwiatkami. Ku memu zaskoczeniu - żadnej pani z kwiatkiem ;) Tak, na pewno był to 8. marca :) Zatem w tym momencie mych rozważań pojawia się kolejna teza - Dzień Kobiet również jest słabiej obchodzony niż w Polsce. Warszawa zamienia się w chodzącą kwiaciarnię w ten dzień, tu jednak dzieje się to znacznie spokojniej. W sumie dobrze. Osobiście bardziej mi podchodzi fińskie podejście niż nasze, polskie.

Finowie lubią obchodzić różne święta i okazje za pomocą czegoś, co nazywają "sit sit". Akcja polega na tym, że się zasiada przy stole zastawionym wysokoprocentowym alkoholem (zupełnie jak w Polszy!). Koniecznie panowie i panie na zmianę tak, by mieć osobników płci przeciwnej po obu stronach i na przeciwko. Po zasiądnięciu następują różne zabawy polegające głównie na śpiewaniu piosenek razem z wodzirejem (oczywiście in Finnish) i piciu brudzi. Podobno jest fajnie, aczkolwiek nie stawiam sobie udziału w takowej imprezie za questa.

Finowie mają również bardzo fajną niedzielę (Laskiais sunnuntai), a zaraz potem równie fajny wtorek (Laskiais torstai), w które to dni śmiga się do woli na sankach tudzież łyżwach, tudzież co kto lubi, i robią to wszyscy, bo taki jest zwyczaj :) W tym roku odbywało się to na początku marca, aczkolwiek nie wiem, jak jest w innych latach. Po intensywnym uprawianiu sportów zimowych Finowie oczywiście idą jeść, jak to w święta. Jedzą zupę grochową (fuj, nie próbowałam, ale nie zamierzam), a na deser... uwaga, uwaga... to będzie mocne... laskiaispulla! Jedna z najpyszniejszych rzeczy ever, przebija nawet salmiakki. Jest to zwykła bułka, jednakowoż jest w niej coś niezwykłego, bowiem smakuje wyśmienicie (i nie dlatego, że mi smakują tylko słodycze), w środku ma taki jakby kremik i dżemik. I mam dla Was niespodziankę :) Przepis! Ola, Ty lubisz piec i wiem, że świetnie Ci to wychodzi, spróbuj koniecznie! :)

Ostatnio Pani Pawlikowska-Jasnorzewska mnie ujęła. Do śniegu.

Śniegu,
Baranku Boży!
Gładzisz grzechy świata
I białymi lokami brzydotę rozmiatasz…
Wkoło igra iskrami pogoda szczęśliwa,
A ty klęczysz –
I śmietnik
Piersiami zakrywasz.

Ładny. Ciągle mam go na myśli ostatnio, gdy wychodzę z domu. Temperatura wzrasta systematycznie, ostatnio było +6C. Słuchajcie, zawsze wiosna wzbudza we mnie jakiś niepokój, ale tym razem to zwyczajnie chcę białego śniegu. Nadal! Teraz jest brudno i szaro, pod moimi oknami zwały jakiegoś paskudztwa. Niestety Helsinkom w przedwiośnie daleko nawet do Warszawy, choć i ona urodą nie grzeszy...

Trochę dziś skaczę tematycznie, ale nic się nie dzieje, co mogłabym opisać, bo niby co ma się dziać, jak spędzam dni na youtubie, facebooku i z nosem w notatkach? Zrobiłam taki wstęp, bo chciałam Wam powiedzieć coś paskudnego :) A mianowicie, chociaż naprawdę wielką sympatią darzę Finów, mimo tego, że wypowiadają się w tempie ślimaka na spacerze w leniwą niedzielę, to zatrważa mnie dość częsty w Helsinkach widok - widok panów sikających na środku ulicy! Naprawdę, mówię serio. Wielu z nich nawet nie pokusi się o to, by podejść pod ścianę. A zdarzają się i tacy, co robią pod najjaśniejszą z latarni na Kamppi. No nie do wiary, no! :)

Aha, mam ogłoszenie duszpasterskie do Jamesa, skoro już jestem przy temacie Finów. Pamiętam o zadaniu, które mi zleciłeś, niestety moje materiały antropologiczne nadal są niezmiernie ubogie. Naprawdę nie wiem, z czego śmieją się Finowie. Nie mam pojęcia, co ich bawi. Trochę oczywiście rozważałam temat /tak, moje życie jest bardzo ubogie i często nie mam, o czym myśleć ;)/ i na ten przykład, moja koleżanka Finka, Laura, uśmiecha się dosyć często, ale tak żeby się z czegoś śmiała, to jeszcze nie widziałam. Ohto z kolei ma taki dziwny wyraz twarzy, jakby się ciągle delikatnie uśmiechał, ale to raczej jego ogólne pozytywne nastawianie do ludzkości wszelakiej, a szczególnie polskiej (moim zdaniem gościu ma lekkiego świra, a w sumie ludzie z pasjami są fascynujący, prawda?). Tylko że Ohto też się nie śmieje w głos. Macie jakieś pomysły, czym mogłabym ich popróbować rozśmieszyć? :P Bo metoda badawcza polegająca na obserwacji uczestniczącej jak widać rezultatów nie daje, trzeba zapodać jakiegoś bodźca moim drogim respondentom :) Na pewno Jarek coś wymyśli ;)

Wiecie co? Pamiętacie salmiakki? Trochę sporów miało miejsce tu i na fejsie, co to tak naprawdę jest, ale nie martwcie się /bo się martwicie, prawda? ;)/ - znalazłam rozwiązanie na moje problemy z ogarnięciem się :) Człowiek widmo Wam opowie. Podobno, mimo swojego jednoznacznego imienia, istnieje naprawdę i na dodatek mieszka w Helsinkach. I pisze (a raczej pisał) bloga, który - niestety - oceniam jako znacznie bardziej wartościowy niż mój. No to salmiakki - poczytajcie, wszystko ładnie i precyzyjnie wyłożone :)

I jeszcze coś, co podpatrzyłam u Dawida - wiem, że między nami są fani Monty Pythona, więc proszę bardzo, mnie utwór zauroczył ;) Jak to mawia Mauricio, Meksykańczyk, Finland - cold, far and lovely corner of the world :)

To jak już tak się rozpędziłam z youtubem, to polecam Wam posłuchać opowieści o zaskakującej treści Finki, która w moim odczuciu jest bardzo fińską Finką :) Zwróćcie uwagę na problem alkoholu - jak to w końcu jest? Kto pije więcej - Polacy czy Finowie? :)

No to już pójdę, choć raczej jeść, niż spać :|

Ściskam! :)

4 komentarze:

  1. Ciekawym dniem również, który Finowie mają w tygodniu jest środa zwana "małą sobotą" (pikku lauantai, czy jak to sie pisze) wtedy niby zaczynają już weekend ... i pijaństwo.

    Co do sikania gdzie popadnie to tez mnie to zdziwilo mocno na poczatką, alkoholizowanie się Finów jest dość znaczące, jak ich wygonią z pubów o 2:30 to pałętają sie (i sikają) gdzie popadnie. Ostatnio nawet była kampania przeciwko pijaństwu wśród młodzieży zniechęcająca do "upadlania" się. Plakaty na przystankach pokazywaly mlodego fina z zasinaknymi w kroku spodniami na imprezie albo finke wymiatujaca do torebki tez na imprezie. Niby nic ale Helsinki Times glosil ostatnio ze mlode finki (w wieku 18 lat) pija czesciej niz finki w tym samym wieku w latach '50.

    Co kraj to obyczaj.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu wspomniana kampania:

    1. http://www.coloribus.com/adsarchive/outdoor-online-viral/federation-of-the-brewing-and-soft-drinks-industry-when-youre-drunk-youre-a-jerk-12316505/

    2. http://www.coloribus.com/adsarchive/outdoor-online-viral/federation-of-the-brewing-and-soft-drinks-industry-when-youre-drunk-youre-a-jerk-12316455/

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki baaardzo! :)

    A propos "pikku lauantai", to właśnie zrozumiałam, dlaczego imprezy dla Erazmusów są zawsze w środy! Bo muszę przyznać, że ja się dość dziwnie czułam z nocnym imprezowaniem ze środy na czwartek, zwłaszcza jak się ma zajęcia w czwartki rano, ale jak się okazuje... co kraj, to obyczaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. UPDATE: Nie wiem, o co mi chodziło z tą zupą grochową. Jest pyszna i już za nią tęsknię. To bardziej krem niż zupa a istotnym dodatkiem jest drobno posiekana, świeża cebulka. Po zupie można jeść pulle bądź wyjątkowo grube naleśniki z dżemem. <3 :)

    OdpowiedzUsuń