sobota, 12 lutego 2011

Turku trip

Hej :)

Nie było mnie aż 10 dni! Czuję, że w lutym nie będzie zbyt wielu postów. Mam tu mnóstwo rozrywek, a przerwy między nimi wypełniam nauką. Naprawdę - nie pisałam nie dlatego, że mi się nie chciało albo że znudził mi się blog. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że zdecydowanie bardziej na bieżąco powinnam pisać. Ale niestety - czasu na wszystko, co chciałabym robić, mi zwyczajnie brakuje. Mam wrażenie, że jestem skazana na wieczny niedoczas. Miałam podniosłe plany przed przyjazdem do Helsinek, że będzie to też mój czas odpoczynku. No... hm... Chyba że aktywnego.

Pokazuję Wam dziś zdjęcia z wycieczki do Turku. Turku jest położone na zachód od Helsinek, jakieś dwie godziny pociągiem. Do 1812 było stolicą Finlandii, podobno jest też najstarszym miastem Finlandii. Znajduje się tu pokaźny i ważny uniwersytet, założony w XVII wieku. Co ciekawe, nazwa pochodzi od starosłowiańskiego słowa 'tǔrgǔ' oznaczającego rynek bądź targ.
Jak pewnie zauważyliście - sporo podobieństw do naszego Krakowa. W przewodnikach możecie znaleźć takie porównania, jednak - choć Finlandię darzę głębokim uczuciem - Turku w porównaniu do Krakowa odpada. Można jednak porobić tu parę fajnych rzeczy - np. pójść do zamku wybudowanego u ujścia rzeki Aurajoki w II połowie XIII wieku. Znajdują się tu mroczne sale, wspaniałe komnaty, kapliczka, muzeum... Naprawdę warto zobaczyć, mi się bardzo podobało. Klimat niezgorszy :)

Można też pospacerować po zamarzniętej rzece (oczywiście jeśli wybierzecie się zimą). Ja się naturalnie bardzo podekscytowałam, bo w końcu marzyło mi się łażenie po wodzie - miałam okazję i było fajowsko :) Wieczorem też robi się bardzo klimatycznie, ponieważ w Turku jest dużo parków i gdy słońce zachodzi, jest naprawdę pięknie...

Ogólnie pogoda nam sprzyja, zawsze gdy się gdzieś wybieramy słońce pięknie świeci. Ale nie chcę Was łudzić - nie jest to częste zjawisko (mimo ilości "słonecznych" zdjęć, jakie tu wrzucam). Jak zdarzy się jeden słoneczny dzień w tygodniu, to już można się cieszyć. Normalnie niestety jest buro. I temperatura znów nam spadła - ostatnio jest koło -10C.

Do Turku pojechałyśmy pociągiem. Pociągi w Finlandii są cudowne, serio. Bez przedziałów, bardzo wygodne siedzenia, tak cichutkie aż trudno w to uwierzyć. Droga do Turku lutową porą zapierała mi dech w piersiach. Biel, wszędzie biały, lśniący puch. Nie wiem, o co mi chodzi, zawsze nienawidziłam zimy, ale tu jest zupełnie inaczej. Fińska zima, ze śniegiem i słońcem wprost mnie zachwyca...

W drogę powrotną zabrałyśmy się z Tomim, Finem poznanym przez Agę na CouchSurfing. Wyszło taniej niż pociągiem, więc powoli się przekonuję do tego sposobu podróżowania. Tym bardziej, że jutro jadę do Sztokholmu na dzień, bo dostałyśmy darmowe vouchery od jednego gościa z tego serwisu.

O, a w kolejny weekend do Oslo :) BTW, znacie może jakieś tanie miejsce to stay??

Wczoraj minął miesiąc, odkąd jestem w Finalndii. Nauczyłam się pić mleko do obiadu (szczególnie sojowe, polecam, na sam koniec, zupełnie jak pyszny deserek), jem też chleb z różnymi masłami. Umiem powiedzieć proste zdania, jak "Hauska tutustua", "Missä on posti?" itp., ale zdecydowanie muszę uczyć się pilniej. Zakochałam się w Helsinkach, nadal jeszcze biegam wszędzie, jakbym była w Warszawie, wyprzedzam innych i wkurzam się, bo muszę na nich czekać, ale zapadam się w ten helsiński spokój, luzuję... Przyglądam się co dzień lasom w bieli jadąc z domu do szkoły lub centrum. Wyobrażacie sobie lasy i stawy w środku miasta? Nie? To przyjedźcie, zobaczcie :) I cieszę się, bo jako obcokrajowiec wzbudzam zainteresowanie i totalnie nie narzekam na brak ciekawego towarzystwa. Również Finów, bo powoli poznaję ich coraz więcej. BTW, Helsinki są baaaaardzo multikulturowe, możecie tu spotkać ludzi z każdego zakątka świata. Mnie to osobiście nieco dziwiło, bo przecież to kraj na "dalekiej północy", o niewielkiej liczbie mieszkańców, a jednak coś tu ludzi ciągnie. Może i wyższy standard życia, choć podobno o pracę bardzo tu ciężko bez fińskiego. A nauczenie się fińskiego to makabryczny quest. Anyway, chciałabym tu zostać.

2 komentarze:

  1. Skoro już znasz CS, to spróbuj znaleźć nocleg u kogoś z CS, nie ma tańszej opcji noclegu:) a można spotkać naprawdę fajnych ludzi. Ja akurat w Oslo nie byłam, ale w Sztokholmie i Helsinkach nocowałam właśnie u hostów z CS. Polecam!
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, jak sie okazuje, to nie takie proste. Oczywiscie probujemy caly czas, ale poki co nic z tego...
    Pozdrawiam Magde :)
    Kat

    OdpowiedzUsuń