Dzień dobry :)Jak możecie zauważyć, mam dla Was nowe zdjęcia. Zdjęcie po prawej przedstawia morze. Wiem, że to już było, ale niestety, decydując się na czytanie tego bloga, musicie znosić moje prywatne fascynacje :P Otóż niezwykle mnie fascynuje ten Bałtyk skuty lodem i chętnie bym na niego wlazła, ale dziś się bałam - temperatura znów wzrosła. Cały ten śniegor, który napadał wczoraj, roztapiał się w ciągu dnia.
W Finlandii należy bardzo uważać na śnieg lecący z dachów. Ja dziś dostałam taką śnieżką, na szczęście małą i bardziej mokrą niż śnieżną, ale Heidi już podczas pierwszego wieczoru przestrzegała mnie przed śniegiem mówiąc, że niedawno jeden gościu zginął przysypany śniegiem - w środku miasta! Tak że be carefull i nie stójcie tuż pod zakończeniem dachu...

Kolejne zdjęcie przedstawia Aleksanterinkatu, jedyną ulicę w Helsinkach pozbawioną śniegu o tej porze roku. Jak to możliwe? Otóż ulica jest podgrzewana! Serio :) Ciepła woda z budynków znajdujących się wzdłuż ulicy płynie pod chodnikami i jezdnią i sprawia, że śnieg topnieje. Sprytne, prawda? :) Niestety, jest to jedyna taka magiczna ulica w Helsinkach.
Ostatnie zdjęcie jest znowu moją prywatą. Gdzieś tam wcześniej Wam napisałam o rowerach stojących pod moim domem. Oto i one :) Nieco zasypane śniegiem, więc pewnie będzie Wam trudno cokolwiek dostrzec, ale wierzcie mi na słowo - są tam :)
Tylko zastanawiam się nad jedną rzeczą... W Polsce wszyscy mnie straszyli, by nie zimować roweru na balkonie (nawet owiniętego w folię), bo nic z niego nie będzie na wiosnę, a tu proszę bardzo. Nie dość że nie na balkonie, tylko przed klatką, to jeszcze nie w folii, lecz w śniegu.Miałam za zadanie znaleźć ciemnowłosego Fina :) To śpieszę poinformować, że znalazłam dziś :) Ale w sumie jak tak patrzę, to nie jest ich aż tak znowu mało. A widzieliście kiedyś czarnoskórego Fina? :P Ja tak :P Jednakowoż muszę nadmienić, że zaczynam uwielbiać Finów - tylu długowłosych, wysokich blondynów na raz dawno nie widziałam :) Może noszą długie włosy dlatego, że im cieplej? :) Nie wiem. Ale moje doznania estetyczne są na bardzo wysokim poziomie... :)
I na zakończenie nieco kulinarnie - Salmiakki. Hm, ciężko mi opisać, co to tak naprawdę jest, ale jest to typowo fińskie. Niby z serii słodycze. Ja np. mam obecnie salmiakowe gumy do żucia :) Mogą być jeszcze cukierki (miękkie lub twarde do ssania, podobno czekolada) i w ogóle jest to "flavour" - różne rzeczy mogą być salmiakowe. Kolor to ma czarny :) Pachnie jakoś tak dziwnie i raczej nieapetycznie :) Składnikiem głównym jest chlorek amonu. Gdzieś to paskudztwo już wcześniej jadłam, więc nie był to dla mnie mega szok. Pierwszy cukierek jest taki "hm, hm", ale potem człowiek się wkręca i zaczyna smakować, nawet bardzo :) Polecam!
No i Fazer. Strasznie się tym szczycą Finowie. Jest to fabryka słodyczy, coś takiego jak nasz Wedel. Strasznie niby sławna :) Heidi była zdziwiona, że nie znam :P Fazerowe salmiakki są bardzo smaczkowe :) Przywiozę Wam, jak będę wracać :) A moja szkoła to nawet wycieczki do fabryki czekolady organizuje, ale jakoś tak nie jestem przekonana do tego pomysłu... :)
No dobra, to lecę. Do sczytania!
Fazer!!! Nie wiedziałem, że to z Finlandii... ostro, u nas już tego nie ma... albo ciężko dostać :(
OdpowiedzUsuń