Joł!
Zanim przejdę do opisywania moich mądrych przemyśleń i obserwacji, muszę się przyznać, że oszukałam Was w poprzednim poście. 4 euro zapłaciłam za bilet dlatego, że jechałam z Vantaa, gdzie znajduje się lotnisko, do Helsinek. Vantaa jest sporym miastem, czwartym co do wielkości w Finlandii. Znajduje się w bliskim sąsiedztwie z Helsinkami. Oprócz Vantaa Helsinki są otoczone innymi miastami, np. Espoo.
Jeśli zaś chodzi o bilety, to jednorazowy kosztuje 2,50 euro (normalny). Studenci oczywiście mają zniżkę (1,30 czy coś koło tego). No ale ja sobie zakupiłam już kartę miejską. W Helsinkach jest fajny myk, bo taką kartę można sobie zakupić na okres od 14 do 366 dni, oczywiście im dłużej, tym wychodzi taniej. Miesiąc na karcie, to - jak już wspominałam - koszt rzędu 21 euro dla studenta (normalny razy 2). Niestety od 2.00 w nocy karta ta nie uprawnia do przejazdów, ale można sobie doładować jakaś sumkę na kartę i zużywać ją na nocne przejazdy. Podobnie jest, jeśli chodzi o to, co w Wwie nazywamy drugą strefą, czyli jak ktoś chce pojechać poza miasto, to sobie zużywa tę dodatkową kasę z karty. Według moich znajomych Finek wychodzi taniej niż single tickets.
Sporo osób przed wyjazdem pytało mnie, czy będę miała możliwość jedzenia w jakiejś stołówce. Otóż mam! I jest to mega wypas opcja. Taki stołówkowy obiad kosztuje 1,35 euro, co jest tu kwotą wręcz rozszerzającą oczy ze zdziwienia. Inna sprawa, że jedzenie jest paskudne. Dziś jadłam coś, co się nazywało chicken p... coś tam i było rozmemłanymi kawałkami pikantnego kurczaka z dziwnym, bo białym, groszkiem. Ale nie obchodzi mnie to. I tak mało rzeczy mi smakuje, a ten obiadek ratuje mnie przed bankructwem.
Aby móc korzystać z opcji tanich obiadów, dostaliśmy specjalne karty tzw. "yellow cards". Można z nich korzystać również w innych miejscach i np. moje znajome Finki poradziły, by na obiad chodzić do szkolnej stołówki, a na kolację (bo można do 19:00) do Unicafe w centrum, gdzie drugi obiad dostaje się za 2,50. Stwierdziły, że jest to mega oszczędność w porównaniu do gotowania samodzielnie. No to opcja jedzenia jest załatwiona :) Mamo, nie zginę z głodu, nie martw się ;)
W ramach ciekawostki - Finowie do obiadu piją mleko. Serio. Albo tylko mleko, albo mleko i wodę. Soczki odpadają :P W stołówce szkolnej jest jeden rodzaj soku, podejrzewam, że wyłącznie erazmusowcy go piją :)
Dziś padało przez pół dnia, ale temperatura jest spoko: -1C. Jest mi gorąco w mojej kurtce specjalnie na wyjazd do Finlandii. Reszta erazmusowców i Finów, z którymi miałam do czynienia do tej pory, jest ubrana w normalne ciuchy :P Pewnie będą jęczeć, jak mróz chwyci (podobno już w weekend), ale póki co ja przy nich wyglądam, jakbym się wybierała na Syberię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz