piątek, 21 stycznia 2011

Witajcie moi Drodzy!

Chciałam Was poinformować, że się niestety zaczęły zajęcia, więc nie będę już pisać tak często. Ale śpieszę również pocieszyć tych, którzy się niepokoją o przyszłość mojego bloga - będzie nadal pisany :P

Intensywnie to ja póki co nie zwiedzam. Przy temperaturze poniżej zera nie da się chodzić po dworze dłużej niż 3 godziny. Takie więc sobie wypady robię, ale jednak czuję, że mimo małej ilości zajęć szkoła będzie mi pochłaniać dużo czasu. Zajęcia mam bardzo intensywne... Zaczynamy już jednak powoli myśleć o wycieczce do Turku. Tak że może jeszcze napiszę/pokażę Wam coś ciekawego.

Zdjęcie powyżej przedstawia widok z mojego okna wieczorową porą. Śniegu jest mnóstwo. Temperatura znów spadła, dziś było -6C, śnieg ciągle prószy. Jest naprawdę pięknie :)

Zdjęcie obok z kolei zrobiłam któregoś dnia rano. Jest to stacja, na której wysiadam do szkoły. Gdzie ta szkoła, zapytacie :P Otóż szkoła jest po drugiej stronie, ale na zdjęciu chciałam Wam pokazać mełgę, czyli mgłę :) Fajna jest, nie? Totalna biel. Ale nie często jest mgliście.

Zrobię małe wtrącenie do opisywania zdjęć :) Jak już Wam wspomniałam na początku, chęć mojego przyjazdu tutaj została zapoczątkowana głównie przez zespół HIM. Finlandia w ogóle słynie ze znanych i poważanych zespołów (głównie mocniejsze brzmienia): HIM, Apocaliptica, Nightwish, Children of Bodom, the Razmus, Amorphis, 69 eyes i wiele innych, w tym zupełnie nierockowy Boomfunk MC :D
Jejku, jejku, wspaniałe to były czasy, gdy się tego wszystkiego słuchało... Teraz nic tylko Coma i Coma :P Żart. A wracając - poznałam ostatnio bardzo miłego gościa z Wenezueli, który podziela me muzyczne zainteresowania i wobec tego idę najprawdopodobniej jutro smakować fińską muzykę rockową. I to dokąd! Do Tavastii :) Daniel Lioneye, czyli przerobiony HIM pod kierunkiem Lindego. A zatem - kto się odważy zaprzeczyć stwierdzeniu, że marzenia się spełniają?? Helsinki, Tavastia, Mige, Ville i Linde. Mam teraz ochotę zaśpiewać "Ooo, mogę wszystko...!", ale nie zrobię tego, bo będzie siara :P
Wracamy do fotografii :) Zdjęcie powyżej - kto zgadnie, co przedstawia? Na pewno się nie domyślicie :P
O, a fota obok jest bardzo ciekawa (pomijając tę postać w za dużej kurtce narciarskiej). Rzeźba za mną to tzw. Pomnik Sibieliusa. Przedstawia on wyobrażenie muzyki. Jak dla mnie - interesujące... Czy tak widzicie muzykę?

Na zakończenie moja mała refleksja na temat Finów, a raczej Finek. Takich w średnim wieku, a mianowicie moich wykładowczyń. Mówią taaaaak wooooolno, że masakra. Serio. Na początku myślałam, że to przywara jednej, potem druga to samo, trzecia też. Dziwne :) I trochę ciężkie do zniesienia :)

Ach, Finowie, jak przyjmują zamówienie, mówią "Dziękuję" :) To z kolei jest miłe.

Chcecie trochę nauki fińskiego?
Kiitos - dziękuję
Anteeksi - przepraszam (też w sensie excuse me)
Hei, moi, moikka - cześć, hej (też do obcych, ale raczej nie bardzo starszych, do nich - paiva), papa
Kippis - na zdrowie

Dobra, starczy :) Czytamy tak jak po polsku. Niestety nie umiem zrobić fińskich znaków, a gdzieniegdzie powinnam. Nie chce mi się wklejać... Pomyślę o tym. Póki co spadam na saunę :)

1 komentarz:

  1. Zdjęcie Twoje w kurtce jest rozbrajające :) Wygląda tak, jakby szalik przytrzymywał Twoją głowę by nie wpadła do środka :D
    Rzeźba Sibieliusa przypomina mi słupkowy analizator widma w 3D z programów do odtwarzania muzy, ciekawe co za nuta leci za Twoimi plecami :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń